Zapytanie o cenę audytu SEO kończy się zwykle tak samo: trzy oferty, trzy zupełnie różne kwoty i żadnej wskazówki, dlaczego jedna agencja chce 1 500 zł, a druga 18 000 zł za coś, co na papierze nazywa się identycznie. Rozpiętość jest realna i nie wynika wyłącznie z chciwości. Wynika z tego, że słowo „audyt” opisuje w Polsce zarówno wygenerowany w minutę raport z crawlera, jak i trzytygodniową pracę analityka nad serwisem z pół milionem adresów URL.
Poniżej rozkładamy to na części: co faktycznie mieści się w zakresie, ile kosztuje każdy wariant w 2026 roku, jak długo trwa i po czym poznać, że płacisz za plik PDF zamiast za wnioski.
Co realnie wchodzi w zakres audytu SEO
Audyt to diagnoza, nie wdrożenie. Jego produktem są uporządkowane obserwacje, priorytety i konkretne zalecenia, a nie poprawiony kod. To rozróżnienie decyduje o cenie bardziej niż cokolwiek innego, bo audyt bez wdrożenia jest tańszy, ale też sam z siebie nie podnosi ruchu.
Pełny zakres obejmuje zwykle cztery warstwy. Warstwa techniczna: indeksacja, crawl budget, statusy odpowiedzi, przekierowania, kanoniczne adresy, dane strukturalne, Core Web Vitals, renderowanie JavaScriptu. Warstwa treści: mapa tematyczna, kanibalizacja fraz, jakość i głębokość materiałów, luki wobec konkurencji. Warstwa linkowa: profil odnośników zewnętrznych, ryzyko spamu, architektura linkowania wewnętrznego. Warstwa biznesowa: dopasowanie do intencji, ścieżki konwersji, analityka i poprawność pomiaru.
Im mniej z tych warstw obejmuje oferta, tym niższa cena. Uczciwa agencja pisze wprost, których nie rusza. Warto też sprawdzić, czy audytor w ogóle zajrzy do checklisty technicznego SEO, bo część „audytów” pomija pozycje, które w 2026 roku decydują o tym, czy strona jest w stanie zostać poprawnie pobrana i zaindeksowana.
Widełki cen: mała strona, sklep, duży serwis
Ceny podajemy jako obserwowane widełki rynkowe netto dla polskich wykonawców w 2026 roku. Nie są cennikiem, są punktem odniesienia w rozmowie.
| Typ serwisu | Skala | Widełki netto | Typowy czas |
|---|---|---|---|
| Wizytówka, mikroserwis | do 30 podstron | 1 200 zł do 3 000 zł | 3 do 5 dni |
| Strona firmowa z blogiem | 50 do 300 podstron | 3 000 zł do 7 000 zł | 5 do 10 dni |
| Sklep małej i średniej skali | 500 do 5 000 URL | 6 000 zł do 15 000 zł | 2 do 3 tygodnie |
| Duży sklep, marketplace | powyżej 50 000 URL | 15 000 zł do 40 000 zł | 3 do 6 tygodni |
| Serwis contentowy, wydawca | powyżej 10 000 artykułów | 10 000 zł do 30 000 zł | 3 do 5 tygodni |
| Enterprise, wiele domen i języków | wielojęzyczny, wiele krajów | od 40 000 zł | 6 tygodni i więcej |
Freelancer z dobrym warsztatem zejdzie zwykle o 20 do 40 procent poniżej stawek agencyjnych, bo nie utrzymuje zespołu ani licencji na cztery narzędzia jednocześnie. W zamian bierze mniej projektów równolegle i rzadziej ma dostęp do drogich crawlerów chmurowych, które przy dużych serwisach potrafią być warunkiem wykonania pracy w sensownym czasie.
Trzy czynniki podbijają wycenę najmocniej: liczba unikalnych szablonów (nie liczba URL sama w sobie), obecność renderowania po stronie klienta oraz wielojęzyczność z hreflang. Sklep z pięcioma szablonami i 200 000 adresów bywa tańszy w audycie niż serwis z 40 szablonami i 3 000 adresów.
Audyt techniczny, contentowy i linkowy: różnice w wycenie
Audyt techniczny jest najczęściej zamawiany osobno i najłatwiej go wycenić, bo zakres jest zamknięty. Dla średniego serwisu to zwykle 3 000 zł do 8 000 zł. Główny koszt to czas na interpretację crawla i weryfikację, czy Googlebot widzi to samo co przeglądarka. Narzędzia w rodzaju Screaming Frog czy Sitebulb skracają zbieranie danych, ale nie zastępują wniosków. Jeśli chcesz zrozumieć, na co idzie ten czas, przejrzyj materiał o tym, jak wygląda praca nad crawl budgetem w Screaming Frog.
Audyt contentowy jest droższy przy tej samej liczbie URL, bo wymaga oceny jakościowej. Analityk musi przeczytać próbki, zmapować frazy do adresów, wychwycić kanibalizację i porównać pokrycie tematyczne z konkurencją. Widełki to zwykle 4 000 zł do 12 000 zł, przy dużych bibliotekach treści znacznie wyżej.
Audyt profilu linkowego bywa najtańszy jako moduł, od 1 500 zł do 5 000 zł, bo dane pochodzą z kilku baz, a praca polega głównie na klasyfikacji i ocenie ryzyka. Rośnie, gdy w grę wchodzi historia zakupionych odnośników albo podejrzenie działań konkurencji.
W 2026 roku coraz częściej dochodzi piąty moduł: sprawdzenie, jak serwis zachowuje się wobec crawlerów modeli językowych i czy w ogóle chce być przez nie pobierany. To osobna decyzja biznesowa, opisana szerzej w tekście o kontroli crawlerów AI. Doliczany moduł kosztuje zwykle 1 000 zł do 3 000 zł.
Ile trwa audyt i od czego zależy termin
Realny czas kalendarzowy jest niemal zawsze dłuższy niż czas pracy. Sam crawl dużego serwisu potrafi zająć od kilkunastu godzin do kilku dni, zwłaszcza przy limitach nałożonych przez serwer. Do tego dochodzi oczekiwanie na dostępy: Google Search Console, analityka, panel hostingu, logi serwera. Brak dostępu do logów to najczęstszy powód, dla którego audyt techniczny wraca uboższy, niż mógłby być.
Rozsądny harmonogram dla sklepu średniej wielkości wygląda tak: 2 do 3 dni na zebranie danych, 4 do 6 dni na analizę, 2 dni na spisanie rekomendacji i priorytetów, 1 dzień na spotkanie podsumowujące. Jeśli ktoś obiecuje pełny audyt sklepu w 48 godzin, kupujesz eksport z narzędzia.
Czerwone flagi w ofertach audytowych
- Cena podana bez pytania o liczbę adresów URL, technologię i dostępy. To znak, że zakres jest z góry taki sam dla każdego klienta.
- Obietnica konkretnych pozycji lub procentowego wzrostu ruchu jako efektu samego audytu. Audyt niczego nie wdraża.
- Raport liczony w setkach stron. Objętość zwykle zastępuje priorytetyzację, a nie ją wspiera.
- Brak nazwiska osoby wykonującej i brak przykładowego fragmentu wcześniejszego opracowania (choćby zanonimizowanego).
- Rekomendacje bez wskazania kosztu wdrożenia i szacowanego wpływu. Lista 300 poprawek bez wag jest bezużyteczna dla działu IT.
- Wycena „od 499 zł” przy serwisie e-commerce. Tyle kosztuje kilka godzin pracy, czyli mniej niż samo zapoznanie się z architekturą sklepu.
Audyt automatyczny kontra praca analityka
Narzędzia SEO generują dziś przyzwoite raporty automatyczne i część z nich jest darmowa. Wykrywają duplikaty tytułów, brakujące opisy, łańcuchy przekierowań, wolne podstrony. To użyteczne i naprawdę nie ma powodu za to płacić kilku tysięcy złotych.
Różnica zaczyna się przy pytaniu „co z tego wynika”. Crawler pokaże 4 000 stron z ostrzeżeniem o cienkiej treści. Analityk sprawdzi, że 3 800 z nich to warianty rozmiarów, które nigdy nie miały być indeksowane, i że prawdziwy problem leży w konfiguracji filtrów fasetowych. Google w dokumentacji dla deweloperów wprost opisuje zarządzanie nawigacją fasetową jako jeden z głównych czynników marnowania zasobów crawlowania, co potwierdza przewodnik Google Search Central o crawl budgecie.
Płacisz więc za trzy rzeczy, których automat nie dostarcza: hierarchię problemów, kontekst biznesowy i weryfikację hipotez na danych z Search Console. Jeśli któraś z nich nie pojawia się w ofercie, cena powinna spaść do poziomu abonamentu za narzędzie. Pomocne bywa też wcześniejsze uporządkowanie terminologii, żeby rozmowa z wykonawcą nie grzęzła na definicjach; do tego służy nasz słownik pojęć SEO.
Co powinieneś dostać na koniec: format i objętość
Dobre opracowanie mieści się zwykle w 30 do 80 stronach dla średniego serwisu i zawiera cztery elementy. Po pierwsze streszczenie zarządcze na jedną stronę, zrozumiałe dla osoby, która nie zna terminu optymalizacji dla wyszukiwarek. Po drugie listę rekomendacji z trzema kolumnami: wpływ, pracochłonność, właściciel zadania. Po trzecie surowe dane w arkuszu, żeby dało się je przekazać programistom bez przepisywania. Po czwarte krótkie nagranie lub spotkanie, na którym autor tłumaczy wnioski i odpowiada na pytania.
Coraz częściej standardem staje się też plik z listą zadań gotowy do wklejenia do systemu ticketowego. To drobiazg, który realnie skraca drogę od diagnozy do wdrożenia, a wdrożenie jest jedynym momentem, w którym audyt zaczyna zarabiać na siebie.
Ostatnia uwaga o budżecie: jeśli masz do dyspozycji 5 000 zł i musisz wybrać między audytem za 5 000 zł a audytem za 2 500 zł plus wdrożenie najpilniejszych poprawek, wybierz drugi wariant. Diagnoza, która leży w szufladzie, jest kosztem, nie inwestycją.
FAQ
Czy audyt SEO za 500 zł ma jakikolwiek sens?
Dla wizytówki z kilkunastoma podstronami może wystarczyć, jeśli wykonawca jasno pisze, że to przegląd techniczny na bazie crawla. Dla sklepu lub serwisu z blogiem to za mało, żeby ktokolwiek zdążył zrozumieć architekturę, więc dostaniesz eksport z narzędzia opatrzony logotypem.
Jak często powtarzać audyt SEO?
Pełny audyt zwykle co 18 do 24 miesięcy albo po dużej zmianie: migracji, przebudowie szablonów, zmianie CMS. Pomiędzy nimi wystarczą krótsze przeglądy kwartalne skupione na indeksacji i wynikach z Search Console.
Czy w cenie audytu zawarte jest wdrożenie poprawek?
Domyślnie nie. Audyt kończy się rekomendacjami. Wdrożenie wyceniane jest osobno i przy średnim serwisie kosztuje zwykle od jednej do trzech wartości samego audytu, zależnie od tego, ile pracy przypada na programistów.
Czy warto zamówić audyt u tej samej agencji, która prowadzi pozycjonowanie?
To wygodne, ale obarczone konfliktem interesów: trudno bezstronnie ocenić własną pracę. Przy większym budżecie sensowniejszy jest audyt u niezależnego wykonawcy, a wdrożenie u obecnego partnera.
Co zrobić, gdy dostanę raport, którego nie rozumiem?
Poproś o godzinne spotkanie i przejście przez pięć najważniejszych rekomendacji z uzasadnieniem. Wykonawca, który nie potrafi wytłumaczyć swoich wniosków bez żargonu, prawdopodobnie ich nie wypracował samodzielnie.
Czy audyt obejmuje widoczność w odpowiedziach modeli AI?
Nie zawsze. W 2026 roku to zwykle osobny moduł. Jeśli zależy Ci na obecności w cytowaniach ChatGPT czy Perplexity, wpisz to wprost do zapytania ofertowego, bo standardowy zakres techniczny tego nie pokrywa.
