Przy 500 podstronach wybór crawlera to kwestia gustu. Przy 50 000 adresów w sklepie różnice przestają być kosmetyczne: jedno narzędzie kończy przebieg w godzinę, drugie zabija sesję na braku pamięci, a raport, który miał skrócić analizę, generuje kolejne trzy dni pracy. Zebraliśmy praktyczne różnice między Screaming Frog SEO Spider a Sitebulb w scenariuszu, który realnie spotyka sklep średniej wielkości.
Scenariusz testowy i warunki porównania
Punktem odniesienia jest sklep na WooCommerce z około 12 000 produktów, 900 kategoriami i filtrami fasetowymi, które generują ogon parametrycznych adresów. Po odblokowaniu wszystkiego, co crawler potrafi znaleźć, przestrzeń URL rozrasta się do mniej więcej 50 000 dokumentów. To sytuacja typowa: realny katalog jest mały, a rozmiar crawla robią warianty sortowania, paginacja i parametry.
Porównanie prowadzimy na jednym stanowisku roboczym (8 rdzeni, 32 GB RAM, dysk NVMe), bo tak wygląda przeciętne środowisko specjalisty, a nie serwer dedykowany. Oba narzędzia startują z domyślnymi ustawieniami, potem przechodzimy na konfigurację dostosowaną do sklepu. Interesuje nas czas przebiegu, stabilność, jakość raportów oraz to, ile decyzji da się podjąć bez eksportu do arkusza.
Wydajność i zużycie pamięci przy dużym crawlu
Najważniejsza różnica architektoniczna dotyczy tego, gdzie ląduje crawl. Screaming Frog domyślnie trzyma dane w pamięci operacyjnej, co jest bardzo szybkie, ale przy 50 000 URL z pełnym renderowaniem JavaScript potrafi wysycić przydzielony heap i zatrzymać przebieg. Rozwiązaniem jest przełączenie na tryb bazy danych (Database Storage Mode), który zapisuje crawl na dysku. Na SSD narzut wydajnościowy jest niewielki, a limit praktyczny przesuwa się z dziesiątek tysięcy do milionów adresów. Na dysku talerzowym ten sam tryb potrafi być boleśnie wolny, więc to warunek konieczny, a nie sugestia.
Sitebulb od początku projektowano wokół zapisu na dysku, dlatego kwestia pamięci rzadko w ogóle wypływa. W zamian płaci się czasem przebiegu: narzędzie liczy w locie znacznie więcej metryk (między innymi wewnętrzny link equity i wskaźniki jakości), więc te same 50 000 adresów potrafi przetwarzać wyraźnie dłużej niż Frog w trybie RAM. Różnica bywa dwukrotna, choć rośnie i maleje zależnie od tego, ile modułów audytu włączymy.
Praktyczny wniosek jest prosty. Jeśli potrzebujesz szybkiej odpowiedzi na jedno pytanie (ile mamy przekierowań łańcuchowych, które kategorie mają noindex), Screaming Frog wygrywa czasem do wyniku. Jeśli robisz pełny audyt raz na kwartał i możesz zostawić maszynę na noc, dłuższy przebieg Sitebulba zwraca się w postaci gotowych wniosków.
Konfiguracja crawla sklepu: filtry i wykluczenia
Na dużym sklepie 80 procent sukcesu to poprawne wykluczenia. Bez nich crawler wpada w pułapkę faset i zamiast katalogu mapuje kombinatorykę filtrów. W Screaming Frogu robi się to regułami Exclude i Include na wyrażeniach regularnych, uzupełnionymi o limity głębokości i liczby URL na poziom. Konfiguracja jest surowa, ale daje pełną kontrolę i zapisuje się do pliku, który można wersjonować i współdzielić w zespole.
Sitebulb prowadzi za rękę: ma gotowe reguły dla parametrów URL, podpowiada, co wykryto jako fasety, i pozwala wykluczać je przełącznikiem zamiast regexem. Dla osoby, która audytuje sklep raz na kilka miesięcy, to realna oszczędność czasu i mniejsza szansa na przypadkowe wycięcie połowy katalogu. Doświadczony technik szybciej jednak napisze trzy wyrażenia w Frogu niż przeklika kreator.
Niezależnie od narzędzia warto zacząć od crawla ograniczonego do 5000 adresów, sprawdzić, co wpada do próbki, i dopiero potem puszczać pełny przebieg. Ta jedna decyzja skraca całą analizę bardziej niż wybór między jednym a drugim programem. Szerszy zestaw punktów kontrolnych zebraliśmy w checkliście technicznego SEO, którą można potraktować jak listę rzeczy do potwierdzenia po pierwszym przebiegu.
Raporty, które faktycznie skracają analizę
Screaming Frog daje surowe dane w formie tabel z filtrami. Każda zakładka to lista adresów z kolumnami, a interpretacja leży po stronie analityka. Zaletą jest przewidywalność: wiesz dokładnie, co widzisz, i możesz to wyeksportować do arkusza bez zgadywania, jak narzędzie policzyło wskaźnik. Wadą jest to, że przy 50 000 wierszy sam eksport nie jest jeszcze wnioskiem.
Sitebulb odwraca ten układ. Zamiast tabel dostajesz listę zidentyfikowanych problemów uszeregowanych według wpływu, z wyjaśnieniem, dlaczego dana rzecz ma znaczenie, i podpowiedzią, co z nią zrobić. Dla juniora albo dla klienta, który ma przeczytać raport, to ogromna różnica. Dla seniora bywa to szum, bo część rekomendacji jest generyczna i wymaga odrzucenia w kontekście konkretnego sklepu.
| Obszar | Screaming Frog | Sitebulb |
|---|---|---|
| Model danych | RAM lub baza na dysku | zawsze zapis na dysku |
| Czas crawla 50 000 URL | krótszy | dłuższy, więcej metryk liczonych w locie |
| Forma wyniku | tabele do własnej analizy | priorytetyzowane problemy z opisem |
| Konfiguracja wykluczeń | regex, pełna kontrola | kreator i gotowe reguły parametrów |
| Raport dla klienta | trzeba złożyć samemu | gotowy do wysłania |
Wizualizacje architektury i wykrywanie sierot
Tu przewaga Sitebulba jest najbardziej wyraźna. Wykresy struktury linkowania, mapy głębokości i podział kliknięć od strony głównej pokazują w kilka sekund to, co w arkuszu wymagałoby tabeli przestawnej. Przy sklepie na 50 000 adresów szybko widać, że część kategorii siedzi na poziomie piątym albo głębiej, co w praktyce oznacza, że robot rzadko tam zagląda.
Screaming Frog ma własne wizualizacje (force directed crawl diagram i drzewo katalogów), ale przy dużym zbiorze stają się nieczytelne i służą raczej do prezentacji niż do pracy. Za to zestawienie stron osieroconych działa w obu narzędziach dobrze, pod warunkiem że podepniesz zewnętrzne źródła adresów: mapę witryny, dane z Search Console i eksport z GA4. Bez tego crawler zna tylko to, do czego prowadzą linki, więc sieroty z definicji pozostaną niewidoczne.
Sama lista sierot jest dopiero początkiem. Decyzja, czy podlinkować, przekierować, czy usunąć, zależy od tego, jak zbudowany jest cały graf wewnętrzny. Jeśli budujesz go od zera, zacznij od strategii linkowania wewnętrznego, a dopiero potem wracaj do crawlera po weryfikację efektu.
Integracje z GA4, Search Console i API
Oba narzędzia podłączają się do Google Analytics 4 i Search Console, wzbogacając crawl o sesje, kliknięcia i wyświetlenia dla każdego adresu. To najważniejsza integracja przy sklepie, bo pozwala odsiać problemy techniczne na stronach, których i tak nikt nie odwiedza, od tych na kartach produktów generujących przychód.
Screaming Frog idzie dalej po stronie automatyzacji: ma tryb wiersza poleceń, obsługę zaplanowanych przebiegów i eksport, który da się wpiąć w skrypt. Jeśli chcesz cotygodniowy crawl uruchamiany bez człowieka, to jedyny sensowny wybór z tej dwójki. Sitebulb stawia na wersję chmurową i harmonogram po stronie usługi, co jest wygodne, ale mniej podatne na własne modyfikacje.
Warto pamiętać, że dane z GA4 wymagają wcześniejszego uporządkowania po stronie samego Analytics: jeśli źródła ruchu są źle sklasyfikowane, crawler tylko przeniesie ten błąd do raportu. Dotyczy to zwłaszcza nowych kanałów, o czym pisaliśmy przy okazji raportowania ruchu z ChatGPT w GA4. Szczegóły limitów i parametrów obu integracji opisują dokumentacje producentów: przewodnik Screaming Frog oraz baza wiedzy Sitebulb.
Ceny i licencje dla zespołu
Screaming Frog sprzedaje roczną licencję na stanowisko, w przedziale kilkuset złotych rocznie za osobę, przy czym darmowa wersja jest ograniczona do 500 adresów, więc do sklepu na 50 000 URL po prostu się nie nadaje. Model jest przewidywalny: kupujesz tyle licencji, ile masz analityków.
Sitebulb działa w subskrypcji miesięcznej lub rocznej, z podziałem na wersję desktopową i chmurową oraz z limitami liczby audytów i projektów w tańszych planach. Dla jednoosobowej działalności bywa droższy w skali roku, dla zespołu z rotacją projektów potrafi wyjść korzystniej, bo licencja idzie za kontem, a nie za maszyną. Aktualne widełki zawsze sprawdzaj na stronach producentów, bo obaj korygowali cenniki w ostatnich latach.
Koszt narzędzia to i tak ułamek budżetu audytu. Jeśli zastanawiasz się, ile powinien kosztować cały proces, zebraliśmy rynkowe stawki w tekście o tym, ile kosztuje audyt SEO w Polsce.
Werdykt według typu projektu
Dla stałej obsługi jednego dużego sklepu, gdzie crawl uruchamiasz co tydzień i porównujesz przebiegi, wybieramy Screaming Frog w trybie bazy danych. Decyduje szybkość, wiersz poleceń i pełna kontrola nad tym, co wchodzi do crawla.
Dla agencji, która robi audyty wielu sklepów i musi oddać czytelny dokument klientowi, wybieramy Sitebulb. Priorytetyzacja problemów i gotowe wizualizacje oszczędzają kilkanaście godzin składania raportu na każdym projekcie, a to więcej niż różnica w cenie licencji.
Dla zespołu, który stać na jedno i drugie, sensowny jest podział ról: Frog do codziennej diagnostyki i automatyzacji, Sitebulb do kwartalnego przeglądu architektury. Jeśli problemem jest nie tyle wybór narzędzia, ile to, że robot i tak nie odwiedza połowy katalogu, zacznij od optymalizacji crawl budżetu, bo żaden raport nie naprawi struktury, która wymusza na Googlebocie przekopywanie się przez fasety.
FAQ
Czy Screaming Frog poradzi sobie z 50 000 URL bez trybu bazy danych?
Zwykle tak, jeśli wyłączysz renderowanie JavaScript i przydzielisz kilka gigabajtów pamięci. Przy włączonym renderowaniu i pełnym zestawie ekstrakcji ryzyko zatrzymania przebiegu rośnie, dlatego przy sklepach domyślnie włączamy tryb bazy danych na dysku SSD.
Które narzędzie lepiej wykrywa strony osierocone?
Oba działają tak samo dobrze, pod warunkiem podpięcia mapy witryny, Search Console i GA4. Bez zewnętrznych źródeł adresów żaden crawler nie zobaczy strony, do której nie prowadzi ani jeden link wewnętrzny.
Czy Sitebulb zastępuje analityka?
Nie. Priorytetyzuje problemy i tłumaczy ich wagę, ale nie zna kontekstu biznesowego sklepu. Część rekomendacji trzeba świadomie odrzucić, na przykład wtedy, gdy duplikacja opisów wynika z wariantów produktu i jest kontrolowana kanonicznymi adresami.
Da się zaplanować cykliczny crawl bez udziału człowieka?
W Screaming Frogu tak, przez harmonogram i tryb wiersza poleceń, z eksportem do wskazanego katalogu. Sitebulb oferuje harmonogram głównie w wersji chmurowej, więc do własnych skryptów nadaje się słabiej.
Ile realnie trwa crawl 50 000 adresów sklepu?
Przy rozsądnych wykluczeniach i wyłączonym renderowaniu mieści się w 1–3 godzinach na typowym laptopie. Z renderowaniem JavaScript i pełnym audytem czas rośnie do kilkunastu godzin, dlatego takie przebiegi uruchamia się na noc.
Czy darmowe wersje wystarczą do wstępnej oceny?
Do zorientowania się w strukturze małego serwisu tak, ale limit 500 adresów w Screaming Frogu i ograniczenia planu próbnego Sitebulba wykluczają sklep na 50 000 URL. Wstępny przegląd zrób na próbce kategorii, a pełny crawl dopiero na licencji.