Case: młoda domena i pierwsze 1000 wejść z Google w pięć miesięcy

7 października, 2026

Nowa domena bez historii, bez jednego linku zwrotnego i bez budżetu na publikacje sponsorowane. Tak wyglądał start projektu, który prowadziliśmy od lutego do czerwca: niewielki serwis doradczy w niszy B2B, jeden autor piszący część etatu i jedno proste założenie, że przez pierwsze pięć miesięcy nie kupujemy ruchu ani linków.

Cel brzmiał skromnie: 1000 wejść z organicznych wyników Google w miesiącu piątym. Udało się go dobić w drugiej połowie czerwca, przy 1142 sesjach organicznych w pełnym miesiącu. Poniżej opisujemy kolejność działań, a nie listę życzeń: co zrobiliśmy, kiedy, co zadziałało szybciej niż się spodziewaliśmy i czego nie powtórzylibyśmy.

Punkt wyjścia i założenia projektu

Domena została zarejestrowana świeżo, bez przeszłości w archiwum internetu. Serwis postawiliśmy na WordPressie, z jednym szablonem wpisu, czytelną strukturą kategorii i poprawnym sitemapem od pierwszego dnia. Żadnych wtyczek do automatycznej optymalizacji, żadnych eksperymentów z generowaniem setek podstron.

Założenia były trzy. Pierwsze: publikujemy wyłącznie treści, które autor potrafi obronić merytorycznie, bo w niszy B2B jakość zweryfikuje pierwszy czytelnik z branży. Drugie: nie rozpraszamy się na pięć tematów równolegle, tylko domykamy jeden klaster, zanim otworzymy następny. Trzecie: mierzymy dwie rzeczy, liczbę zaindeksowanych adresów i liczbę zapytań, w których strona pojawia się na pozycjach 11–30, bo to one zapowiadają ruch kilka tygodni wcześniej niż same wejścia.

Budżet zewnętrzny wyniósł mniej niż 400 złotych: domena, hosting i jedna płatna licencja na narzędzie do analizy zapytań. Reszta to czas.

Wybór klastrów: gdzie była realna luka

Pierwszy tydzień poszedł w całości na research, bez pisania. Zebraliśmy około 900 zapytań z podpowiedzi wyszukiwarki, forów branżowych i raportu zapytań z innego serwisu w pokrewnym temacie. Potem odrzucaliśmy: wszystko, co w pierwszej dziesiątce obsadzały wyłącznie serwisy z wieloletnią historią i tysiącami odsyłających domen, oraz wszystko, co dawało mniej niż 20 wyszukiwań miesięcznie i nie wnosiło nic do klastra.

Zostały dwa obszary, w których na pierwszej stronie siedziały strony sprzed czterech lat, bez aktualizacji i bez konkretnych liczb. To była luka nie na poziomie pojedynczego słowa kluczowego, lecz całego tematu. Zbudowaliśmy wokół nich dwa klastry: filar plus osiem do dziesięciu tekstów wspierających, każdy odpowiadający na jedno wąskie pytanie. Logikę doboru opisaliśmy szerzej w tekście o tym, jak budować klastry tematyczne pod modele językowe, bo zasada jest ta sama niezależnie od wielkości serwisu.

Trzeci klaster, ten najbardziej dochodowy komercyjnie, świadomie odłożyliśmy na później. Młoda domena nie wygra zapytań transakcyjnych, póki nie ma czym się uwierzytelnić.

Harmonogram publikacji w pierwszym kwartale

Tempo ustaliliśmy pod realną wydolność autora, nie pod wykres w prezentacji. Wyszło to tak:

MiesiącPublikacjeCo powstawało
113filar klastra A, 8 tekstów wspierających, 4 definicje
211domknięcie klastra A, start klastra B
310filar klastra B, 9 tekstów wspierających
47aktualizacje i rozbudowa dwóch najlepszych tekstów
54pierwsze treści porównawcze

Spadek tempa w miesiącach czwartym i piątym był zaplanowany. W momencie, w którym pierwsze teksty zaczęły zbierać wyświetlenia, więcej dawała rozbudowa strony, która już rankowała na pozycji 14, niż dorzucenie kolejnego nowego adresu do kolejki indeksowania. Wniosek z tego okresu jest niezmienny: wolniej, ale w jednym temacie.

Linkowanie wewnętrzne jako główna dźwignia

Przy zerowym profilu linków zewnętrznych cała moc, jaką mamy do rozdania, krąży wewnątrz serwisu. Dlatego linkowanie wewnętrzne traktowaliśmy jak element redakcyjny, a nie jak zadanie do odhaczenia po publikacji.

Reguła była prosta. Każdy nowy tekst wspierający dostawał link do filaru swojego klastra w pierwszych dwóch akapitach. Każdy filar dostawał co najmniej trzy linki w dół, do tekstów wspierających, umieszczone w akapitach, a nie w wypunktowanej liście na końcu. Raz w tygodniu autor przechodził przez nowe wpisy i dopisywał odnośniki w starszych tekstach, tam gdzie zdanie naturalnie prosiło się o rozwinięcie.

Po trzech miesiącach żaden wpis należący do klastra nie miał mniej niż cztery linki wewnętrzne przychodzące. Efekt widać było najpierw w szybkości indeksowania: teksty wspierające z gęstym linkowaniem wchodziły do indeksu w ciągu 2–5 dni, a te, które przez przypadek zostały bez linków, czekały ponad trzy tygodnie. Podobny układ zadziałał w naszym większym projekcie opisanym w case B2B SaaS od zera do 50 tysięcy użytkowników, tylko w innej skali.

Pierwsze linki zewnętrzne i ich efekt

Do końca miesiąca trzeciego nie zrobiliśmy nic w stronę linków. W czwartym pozyskaliśmy sześć odnośników: dwa z branżowych katalogów, które faktycznie są redagowane, trzy z komentarzy eksperckich udzielonych redakcjom po zapytaniu mailowym i jeden z prywatnego newslettera, który zacytował nasz tekst z liczbami.

Wpływ na pozycje był umiarkowany i opóźniony, widoczny dopiero po około trzech tygodniach, głównie na filarach. Znacznie ciekawszy był efekt uboczny: strona główna dostała pierwszy sygnał, że serwis w ogóle istnieje w obiegu, a wraz z nim zauważalnie częstsze wizyty robota. Które katalogi mają jeszcze sens, a które są stratą czasu, rozbieramy w osobnym przeglądzie katalogów firm i baz branżowych.

Kiedy pojawiły się pierwsze pozycje w pierwszej dziesiątce

Pierwsze wyświetlenia w Search Console zobaczyliśmy po 9 dniach, pierwsze kliknięcie po 16. To były zapytania ogonowe, pięć i więcej słów, praktycznie bez konkurencji. Prawdziwy próg wypadł między tygodniem dziesiątym a dwunastym: wtedy sześć tekstów wspierających przeskoczyło z pozycji 20–30 do pierwszej dziesiątki niemal jednocześnie, bez żadnej zmiany po naszej stronie w tym tygodniu.

To typowy obraz dojrzewania młodego serwisu. Google potrzebuje czasu, żeby zebrać dość sygnałów o jakości i dopiero potem przelicza wiele adresów naraz. Oficjalna dokumentacja Google Search Central o działaniu wyszukiwarki opisuje crawl, indeksowanie i serwowanie wyników jako trzy osobne etapy, co dobrze wyjaśnia, dlaczego między publikacją a pozycją mija kilka tygodni, nawet gdy tekst jest dobry.

Filary weszły do pierwszej dziesiątki najpóźniej, dopiero w miesiącu piątym, i na zapytaniach węższych niż te, pod które je pisaliśmy. Nie jest to porażka, raczej normalna kolejność: szeroki temat wymaga autorytetu, którego pięciomiesięczna domena jeszcze nie ma.

Liczby po pięciu miesiącach

WskaźnikMiesiąc 1Miesiąc 5
Sesje organiczne311142
Zaindeksowane adresy937
Zapytania z wyświetleniami841960
Zapytania na pozycjach 1–10046
Odsyłające domeny06

Warto zauważyć proporcję: 37 adresów w indeksie z 46 opublikowanych. Dziewięć tekstów nigdy nie zostało zaindeksowanych i to były dokładnie te, które powstały poza klastrami, jako pojedyncze pomysły bez linków wewnętrznych. Ruch rozłożył się nierówno, cztery wpisy dały 61 procent sesji.

Czego byśmy nie powtórzyli

Trzy rzeczy były stratą czasu. Pierwsza: cztery krótkie definicje opublikowane w pierwszym miesiącu, żeby „coś było”. Nie weszły do indeksu, nie przyniosły wyświetleń, a rozmyły strukturę. Druga: ręczne zgłaszanie każdego nowego adresu do indeksowania. Przy gęstym linkowaniu wewnętrznym robot i tak znajdował wpisy w ciągu kilku dni, a klikanie w panelu nie przyspieszyło niczego w sposób, który dałoby się odczytać z danych.

Trzecia i najkosztowniejsza: dwa tygodnie przestawiania szablonu i szybkości strony w miesiącu drugim, przy serwisie, który miał wtedy 20 wpisów i 60 sesji miesięcznie. Techniczna higiena jest potrzebna, ale przy tej skali nie ona była wąskim gardłem. Te same dwa tygodnie wystarczyłyby na domknięcie klastra B o cztery tygodnie wcześniej.

Czego zabrakło: wcześniejszego myślenia o treści, którą cytują modele językowe. Zajęliśmy się tym dopiero po piątym miesiącu, a struktura pytań i zwięzłych odpowiedzi w tekstach wspierających nic nie kosztuje na etapie pisania. Jak to wygląda w praktyce, pokazuje nasz case bazy wiedzy SaaS jako źródła odpowiedzi AI.

FAQ

Czy 1000 wejść w pięć miesięcy to realny cel dla każdej nowej domeny?

Nie. Zadecydowała nisza z realną luką i brak konkurencji o wieloletniej historii na wybranych zapytaniach. W temacie obsadzonym przez duże serwisy ten sam nakład pracy dałby po pięciu miesiącach wyświetlenia, ale nie kliknięcia.

Ile tekstów trzeba opublikować, żeby ruszyć?

W tym projekcie próg przyszedł po domknięciu pierwszego klastra, czyli po około 15 powiązanych tekstach. Liczba sama w sobie nic nie znaczy: 15 wpisów w jednym temacie działa, 40 rozproszonych po pięciu tematach nie.

Czy można ruszyć bez linków zewnętrznych?

Przez pierwsze trzy miesiące tak, na zapytaniach ogonowych. Dalej brak odsyłających domen staje się ograniczeniem, najwyraźniej widocznym na filarach i zapytaniach szerokich.

Dlaczego część tekstów nigdy nie weszła do indeksu?

Wszystkie dziewięć niezaindeksowanych wpisów nie miało linków wewnętrznych przychodzących i nie należało do żadnego klastra. To najtańszy do uniknięcia błąd w całym projekcie.

Co mierzyć w pierwszych tygodniach, kiedy ruchu jeszcze nie ma?

Liczbę zaindeksowanych adresów i liczbę zapytań z wyświetleniami na pozycjach 11–30. Oba wskaźniki ruszają kilka tygodni przed sesjami i pozwalają ocenić, czy kierunek jest dobry, zanim pojawią się kliknięcia.